-
Fragment rynku w Sokołowie Podlaskim, z widocznym pomnikiem ku czci ks. Stanisława Brzóski, Franciszka Wilczyńskiego i powstańców poległych na Podlasiu. Lata 1926-1932 (fot. NAC) -
ks. Stanisław Brżóska -domena publiczna -
Pomnik ku czci ks. Stanisława Brzóski, Franciszka Wilczyńskiego i powstańców poległych na Podlasiu. Sokołów Podlaski, lata 1926-1932 (fot. NAC)
W obecności kilkutysięcznego tłumu, na kilka chwil przed egzekucją, wypowiedział znamienne słowa: „Żegnajcie bracia i siostry i wy małe dziatki. Ginę za naszą ukochaną Polskę.” Jego nieustępliwa walka wzbudziła podziw nie tylko polskiego społeczeństwa, ale i żołnierzy wroga. Naród polski zapamiętał go jako ostatniego, walczącego do końca z bronią w ręku, żołnierza powstania styczniowego. Potwierdzeniem tego niech będzie cytowany niżej w całości artykuł prasowy z 17-go numeru „Dziennika Białostockiego” z 1921 r., opisujący w szczegółach ostatnie lata jego życia oraz przebieg bohaterskiej walki o niepodległość państwową tak mocno ukochanej przez niego ojczyzny:
W roku 1864 cisza cmentarna panowała w nieszczęśliwej ojczyźnie naszej; wszystko, co było ruchliwego, zginęło na szubienicach, w walkach z wrogiem lub wyszło na wygnanie; przestał powiewać sztandar bojowy wojsk narodowych, bo już rąk nie było do walki.
Na jedynym Podlasiu tylko trzymał się ks. Stanisław Brzóska, tocząc bój z Moskalami i do wściekłości ich doprowadzając, tym że nie mogli się pochwalić przed światem ostatecznym zdławieniem powstania.
W początku ruchu narodowego ks. Brzóska za patriotyczne kazanie do ludu w Łukowie został aresztowany i skazany na rok więzienia w kazamatach. Po trzech jednak miesiącach został uwolniony.
Gdy powstanie wybuchło, ks. Brzóska wstąpił, jako kapelan, z początku do oddziału [Walentego] Lewandowskiego, a potem do oddziału [Karola] Krysińskiego, który mu oddał pod dowództwo kilkudziesięciu ludzi. W bitwie pod Staninem [14 marca 1863 r.] Brzóska był ranny. Gdy Krysiński wyjechał do Galicji, Brzóska zebrał resztki oddziału Krysińskiego, [Władysława] Rudnickiego i [Kazimierza] Kobylińskiego, sformował oddział z 1000 ludzi i stanął na jego czele. Po wielu potyczkach, otoczony ze wszystkich stron, zmuszony był ludzi rozpuścić, ale w lasach łukowskich zorganizował drobniejszą grupkę, głównie zbiegłych z wojska rosyjskiego żołnierzy i zaczął niepokoić załogi moskiewskie, a taką miłość i szacunek w ludzie wiejskim umiał wzbudzić, że w każdej chacie znajdował przytułek i bezpieczeństwo, a włościanie uprzedzali go o ruchach Moskali. Brzóska z oddziałkiem swym skrywał się stale w pośrodku t. zw. „błot jackich”, na wysepce, złączonej wąskim przejściem z twardym brzegiem błota, pokrytego zawsze wodą.
W październiku 1864 roku nieprzyjaciel dowiedział się o tym schronieniu i otoczył go, ale Brzóska uwiadomiony przez włościan zawczasu, wyniósł się w inne miejsce. Z Warszawy wysłano dowódcę kubańskich kozaków Zankisowa, który odznaczył się w poszukiwaniu powstańców; w całym Siedleckiem urządzono mnóstwo obław, w których brali udział spędzeni chłopi; większa część żołnierzy Brzóski schwytana została, ale dowódca ich zniknął.
Po pewnym czasie od przekupionych żydów dowiedział się porucznik Tołmasow, że Brzóska z czterema ostatnimi towarzyszami nocuje we wsi szlacheckiej Przewóski [Przewózki]. Otoczywszy wieś piechotą i kozakami, dowódca oddziału nakazał jak najściślejszą rewizję każdego domu. W ostatniej zagrodzie Kozacy zauważyli zamkniętą szopę, której właściciel nie chciał otworzyć. Rewidujący odbili zamek, ale w szopie nie znaleźli nikogo. Zauważywszy jednak, że na belkach leżą snopy, jeden z kozaków wlazł tam i zaczął kłuć snopy pałaszem, lecz w tej chwili został uderzony kolbą w głowę przez jednego z powstańców, który wyskoczył ze słomy. Kozak zleciał na ziemię, a powstańcy, dawszy ognia, wyskoczyli z szopy i pobiegli kul bliskiemu lasowi. Dowódca chciał im przeciąć drogę do lasu, lecz trafiony strzałem, upadł. Podoficer ścigał uchodzących i dwóch zabił, ale Brzóska z dwoma towarzyszami ocalał.
W marcu 1865 r. Moskale dowiedzieli się, że Brzóska ukrywa się u sołtysa pod Sokołowem. Z Warszawy wysłano znowu Zankisowa, ale najstaranniejsze poszukiwania nic wykryć nie zdołały, chociaż denuncjacja żydowska wymieniła nawet dom Bilińskiego [Ksawerego Bielińskiego]. Tam rzeczywiście przechowywał się ksiądz za podwójną ścianą. Dowiedziawszy się, że Brzóska bywał często u panny A. K., mieszkającej w Starym Dworze, żandarm zaaresztował ją; torturowana, nie mogąc znieść męczarni, wydała jego schronienie. 20 kwietnia naczelnik wojenny z 10 kozakami i dwoma żandarmami otoczył dom Bilińskiego i zaczęli rewizję. Widząc, że kryjówka jego odkryta, ks. Brzóska przywitał ich strzałem, a gdy dokonywujący rewizji zaczęli uciekać, ukazał się we drzwiach chaty z rewolwerem w ręku, a za nim adiutant jego, Wilczyński, który nabijał broń i podawał swemu dowódcy. Ciągle odstrzeliwując się, ks. Stanisław zaczął biec ku lasowi, ale nieszczęśliwie potknął się i upadł. Nadbiegł wachmistrz żandarmów, a choć Brzóska przytknął mu rewolwer do czoła, broń jednak nie wypaliła. Schwytany, ranny w rękę Brzóska, widząc niemożność dalszego oporu, oddał rewolwer żandarmowi mówiąc: „Weź go sobie na pamiątkę”.
W trzy tygodnie potem ostatni ten dowódca powstańczy wraz ze swym adiutantem zginął na szubienicy. Nawet dzienniki moskiewskie wyraziły podziw nad niezwykłą energią, charakterem i poświęceniem tego ludowego bohatera, o którym pamięć długo będzie trwać wśród ludu podlaskiego. Cześć pamięci jego!
Dla osób szczególnie zainteresowanych losami powstańczego generała polecam również biogram ks. Stanisława Brzóski, zamieszczony w 123-im numerze „Gońca Wielkopolskiego” z 30 maja 1895 r.
Autor: Marek Gajewski (Oddziałowe Biuro Edukacji Narodowej )